wtorek, 28 października 2014

INFORMACJA



Naprawdę, przysięgam, nie chciałam tego robić. Próbowałam to odwlec w czasie, ale niestety nie mam innego wyjścia - muszę zawieść Fallen. 
Płakać mi się chce, jak to piszę. Poświęciłam tyle czasu na tego bloga, zyskałam grono wiernych czytelników ( których kocham i dziękuję Wam bardzo za wszystkie miłe słowa! ), a co najważniejsze dzięki niemu i Wam przetrwałam bardzo ciężki dla siebie okres i chyba tylko dlatego nie załamałam się do reszty. Jak widzicie zwlekałam bardzo długo z ostateczną decyzją, ale nie mam czasu na regularne dodawanie rozdziałów. Szkoła, a przede wszystkim zbliżająca się matura, zabija mnie. W dodatku moje życie wywróciło się zupełnie do góry nogami, pozbawiając mnie resztek czasu na cokolwiek. 

Przepraszam, przepraszam, przepraszam.


I nie, nie myślcie sobie, że to koniec! Jak będzie jakieś dłuższe wolne pewnie usiądę i coś naskrobię. Nie mogę się przecież cały czas uczyć :) Ale niestety rozdziały będą pojawiać się rzadko... Mam nadzieję, że Was nie stracę, moim marzeniem jest dodać epilog na tym blogu i błagam, pozwólcie mi je zrealizować...

Kocham Was i obiecuję wrócić, Fallen to w końcu moje dziecko <3

Do napisania!


PS. Mam łzy w oczy pisząc ten post... Naprawdę nie chcę tego robić, ale w grę wchodzi matura i moja przyszłość.........





czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 17



Uwaga, uwaga niespodzianka! 
Patrzcie czyja perspektywa <3
Proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem, to ważne. 



_______________________________________




Harry's P.O.V.

Spojrzałem w lustro dokładnie przyglądając się swojej twarzy. Rany po bójce praktycznie zniknęły, jedynie blednący siniak pod okiem wciąż szpecił moje przystojne odbicie. Z resztą ciała było trochę gorzej, ale zdążyłem przyzwyczaić się do bólu. Jednak chcąc nie chcąc zadrapania w żaden sposób nie ujmowały mi seksapilu.
Stałem kompletnie nagi z otwartymi drzwiami łazienki, gdy do mieszkania z hukiem wpadł ten kretyn Tomlinson. Nie zdążyłem nawet zareagować i jakkolwiek przysłonić swoje intymne miejsca, a on już stał zszokowany obok mnie.
- Jezu Styles !!! - skrzywił się patrząc mi prosto między nogi. Cóż za hipokryzja.
- Jezu Tomlinson!!! - przedrzeźniłem go jednocześnie uznając, że i tak widział mnie już w całej okazałości, więc nie ma sensu się ubierać. Nie zwracając więcej na niego najmniejszej uwagi wyminąłem go i udałem się do kuchni, by zrobić sobie poranną kawę. W zasadzie nawet nie interesowało mnie, dlaczego tutaj przyszedł. Może jak będę go ignorować, szybciej sobie pójdzie.
- Ubierz się, bo nie mogę na ciebie patrzeć - usłyszałem za plecami jego obrzydzony głos. W głowie pojawiła mi się myśl, że pewnie i tak obczaja mój tyłek, który swoją drogą był naprawdę niezły.
- Och nie udawaj znowu takiej cnotki, dobrze wiem, że ci stoi - odwróciłem się nonszalancko opierając się o blat i puszczając do niego oczko. Świadomie eksponowałem przed nim swoje nagie ciało. Brunet udał, że wymiotuje po czym obrócił się do mnie plecami.  - Czego chcesz? - burknąłem parząc sobie język gorącym napojem. Nawet nie zaprzątałem sobie głowy, by zapytać go czy również chciałby się czegoś napić.
- Przyszedłem powiedzieć ci, że jesteś idiotą i wciągniesz nas w tarapaty - zaczął nerwowo gestykulować, a ja wiedziałem już, że nie wróży to nic dobrego. Jak zwykle czeka mnie cholernie długi wykład na temat tego, jaki to jestem nieodpowiedzialny i głupi, bla bla bla. Na samą myśl miałem ochotę złapać go za fraki i wyrzucić za drzwi.
- Nie zaczynaj znowu, nie mam nastroju na wysłuchiwanie tych bzdur - obszedłem go siadając na wprost niego na kanapie i usadowiłem się w wygodnej pozycji. Roześmiałem się na widok rumieńca powoli oblewającego jego twarz, gdy ponownie prześliznął wzrokiem po moim ciele. 
- Możesz się kurwa ubrać?! - jęknął próbując nie zwracać uwagi na mój strój Adama. Nie ukrywam, że czułem wtedy rosnącą satysfakcję. Pan perfekcyjny czuje się speszony! Brawo dla mnie w końcu udało mi się go wyprowadzić z równowagi.
- To ty przychodzisz do mnie bez zapowiedzi z samego rana, więc przestać zawracać mi dupę pierdołami i powiedz w końcu o co ci chodzi! - warknąłem z hukiem odkładając kubek na stolik obok mnie. Louis zmarszczył brwi, jakby na chwilę zapominając o niekomfortowej dla niego sytuacji, po czym zrobił się cały czerwony. Pierwszy raz widziałem go tak wkurzonego.
- Styles ty pierdolony idioto!!! Zachciało ci się bawić w jakieś pojebane gierki!!! Nawet nie wiesz z kim zadzierasz, ja pierdole będzie istny armagedon przez ciebie!!! - wybuchnął ni stąd ni zowąd wrzeszcząc jak opętany. Nigdy wcześniej nie podniósł głosu, zawsze to ja darłem się na niego, a on odpowiadał mi spokojnym wywodem na temat mojego chamstwa jeszcze bardziej mnie rozwścieczając. Szkoda tylko, że nie do końca wiedziałem o co ta złość. Siedziałem przez chwilę patrząc się na niego jak na wariata i czekając, aż się opanuje. Jednak on krzyczał jeszcze bardziej w dodatku niebezpiecznie wymachując rękoma.
- Holaaa! - zawołałem tym samym wybudzając go z amoku. Spojrzał na mnie nieprzytomnie, mrugając kilkakrotnie. - Chuchnij - zarządziłem pokazując mu, żeby do mnie podszedł. Rzucił mi zdezorientowane spojrzenie, po czym po chwili jego twarz wykrzywiło zrozumienie. Buntowniczo skrzyżował ręce, przyjmując bojową postawę.
- No nie mówię, że jesteś kretynem?! Nic nie piłem, nic nie brałem, spierdalaj - warknął. - Widziałem ich, widziałem ich wczoraj! - sapnął wyrzucając ramiona do góry w geście dezaprobaty.
- Jakby na to nie patrzeć, miałeś ją śledzić, więc co w tym dziwnego? - puściłem mimochodem jego wcześniejszą uwagę jednocześnie zastanawiając, co w niego wstąpiło. Skoro nie był pod wpływem żadnych substancji psychoaktywnych, dlaczego zachowywał się jak kompletny świr?
- Jezu, mam wrażenie, że gadam do słupa! Widziałem ją wczoraj z Malikiem idioto! Kłócili się i uwierz, nie wyglądało to jak kłótnia gangstera i szantażowanej przez niego dziewczyny! - popatrzył na mnie obłędnym wzrokiem i przyznam szczerze, że przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zadzwonić po pogotowie.
- No i co w związku z tym? - powoli zaczynałem robić się zirytowany. Chłopak zachowywał się zupełnie absurdalnie, a moja niechęć do niego stawała się z każdą chwilą coraz większa. Fakt, nie znosiliśmy się. Ale on potrzebował mnie, a ja jego i mimo nieprzyjemnej relacji współpraca była owocna. Tyle, że w tej chwili nie był sobą, a ja nie miałem najmniejszej ochoty użerać się z jego atakami. 
- Zrozum, że między nimi coś się dzieje! Nie wiem jeszcze, co...ale to jest dziwne! W dodatku gdzieś ją zabrał, tylko kurwa, ona chyba mnie rozpoznała - jęknął łapiąc się za głowę. Zaczął chodzić w kółko po pokoju w międzyczasie mrucząc coś pod nosem. Wściekły zerwałem się na równe nogi po drodze strącając kubek, który roztrzaskał się z hukiem. Skrzywiłem się na widok nowej plamy na białym dywanie zaciskając pięści.
- Jak to cie rozpoznała?! - warknąłem podchodząc bliżej i patrząc na niego z góry. Brunet skulił się pod wpływem mojego spojrzenia unosząc ręce w geście obronnym. Dumnie górowałem nad nim powstrzymując się od wymierzenia ciosu prosto w środek jego twarzy.
- Nie wiem na pewno, ale dziwnie mi się przyglądała...szanse są małe, bo byłem zakryty od stóp do głów, alee..ech, nie, wątpię w to - wybełkotał. Odetchnąłem mając nadzieję, że nie spartolił wszystkiego. Ponownie opadłem na kanapę czekając na dalsze wyjaśnienia - Harry musisz przestać się w to bawić. Nigdy nie nawiązywałeś kontaktów z...- zaczął się jąkać. Dobrze wiedziałem, że nie przejdzie mu to przez gardło, ale mimo to postanowiłem zabawić się jego kosztem.
- Z kim? No powiedz to - uśmiechnąłem się szyderczo, odczuwając satysfakcję, gdy chłopak robił się coraz bardziej sfrustrowany. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, co chce powiedzieć, ale właśnie nadarzyła się okazja, by trochę się z niego ponabijać, więc zamierzam ją wykorzystać. Udowodnię mu, że jest cieniasem.
- Po prostu wykonaj zadanie i daj spokój. Nie zadzieraj z nim, on jest nieobliczalny dobrze o tym wiesz - mruknął posyłając mi zmęczone spojrzenie. Dopiero teraz dostrzegłem pod jego oczami fioletowe sińce. Wyglądał na wykończonego, w dodatku był blady jak ściana, a bordowa koszulka wisiała na nim jak na wieszaku. 
- Skoro Malik jest dla ciebie nieobliczalny to bardzo ciekawy jestem, co sądzisz o mnie - uniosłem pytająco brew wiedząc, że i tak mi nie powie - Zrobię co zechcę. Zresztą on nie ma jaj - machnąłem lekceważąco ręką mając zamiar zupełnie zmienić temat, jednak brunet odezwał się pierwszy.
- Ale wtedy je miał. Zrobił to, Styles i może znowu. Ona tym razem może Cie nie uratować. - jego błękitne oczy wręcz błagały mnie, bym powiedział, że odpuszczę. Niestety, ku jego przerażeniu moja natura mi na to nie pozwalała. Chciałem się zabawić i odejść choć raz od nieprzyjemnej rutyny. To zadanie miało być inne i takie właśnie będzie. W dniu, w którym stanęła w mojej obronie, gdy zobaczyłem ją z Malikiem musiałem spróbować. Bez problemu pokonałbym tego mięśniaka, ku rozczarowaniu zgromadzonego tłumu. Nieraz walczyłem z  osiłkami dwa razy cięższymi ode mnie i wychodziłem z tego bez większych obrażeń. Intuicja podpowiadała mi, jednak, że muszę przegrać. To miał być dla niej test, czy pojawiając się znikąd w jej życiu, wprowadziłem oczekiwany przeze mnie zamęt. Jej reakcja świadczyła o tym, że osiągnąłem swój cel, a gdy następnego dnia pojawiła się na progu mojego domu, wiedziałem, że Malik nie będzie miał łatwego zadania. Wystarczyło parę sztuczek i będzie moja. Mimo wszystko straciłem już sporo czasu nie robiąc nic, a z tego co wiem, dziewczyna spędzała coraz więcej czasu z Mulatem. Moje szanse malały, a jego niezaprzeczalnie rosły.
Wściekły zacisnąłem szczęki zdając sobie sprawę z tego, że Louis ma rację i tym razem mogę wszystko zniszczyć, wpędzając nas w kozi róg. Jednak za żadne skarby świata nie zamierzałem mu tego powiedzieć, dlatego z całej siły kopnąłem stolik do kawy, na co chłopak podskoczył lekko przestraszony.
- Przestań pierdolić farmazony i lepiej powiedz mi, czego dowiedziałeś się o ojcu Liama, Geoffie - warknąłem dając mu do zrozumienia, że temat skończony. Westchnął patrząc na mnie z wyrzutem, jakby zastanawiając się nad tym, czy nie dodać czegoś jeszcze. W końcu zrezygnowany opadł na fotel wyciągając przed siebie nogi.
- Trochę mi to zajęło, ale mam parę ciekawych informacji - zaczął, a ja wywróciłem oczami na ten niepotrzebny wstęp. I tak go nie pochwalę, więc niech lepiej przejdzie do rzeczy - Geoff Payne był policjantem, jednak nie do końca uczciwym. Pracował dla mafii, jako wtyczka...Dla szefa Malika dokładnie rzecz biorąc. - przerwał patrząc na mnie z pogardą. Przyznaję, że tego się nie spodziewałem. Kazałem mu go sprawdzić tylko po to, by dowiedzieć się, czy młody Payne nie ma jakiś kontaktów z policją i nie nabruździ nam w międzyczasie, a tu coś takiego. Mimo to udałem niewzruszonego robiąc niewinną minę. - Oczywiście jego koledzy w pracy do dzisiaj o tym nie wiedzą. Z jednym miałem problem, gdyż zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie wiem, kto go zabił, ale jego ciało znaleźli w tragicznym stanie i Liam miał problemy z identyfikacją. Natomiast jeśli chodzi o jego relację z Hazel, dowiedziałem się, że adoptował ją w wieku 12 lat, matka w zasadzie nie robiła problemów. To dziwne patrząc na to, że...- 
- Tak, wiem. Miej na uwadze to, że ta kobieta nie jest zrównoważona psychicznie - przerwałem mu, nie chcąc marnować czasu. Byłem zaskoczony tym, że ten niepozorny chłopak potrafił dowiedzieć się tak ważnych rzeczy w tak krótkim czasie. Nie miałem pojęcia jak mu się to udaje, ale w zasadzie nie przejmowałem się tym, póki ułatwiał mi pracę. 
- Tak, tak. Z tego, co wiem zapewnił jej normalne życie i pomógł dojść do siebie. Ach, zapomniałbym. Liam nie ma żadnych kontaktów z policją odkąd jego ojciec nie żyje. Za to z Malikiem spotyka się nadzwyczaj często, łączą ich... - z kuchni rozległ się dźwięk mojego telefonu. Zdziwiony kto mógłby dzwonić do mnie o tak wczesnej porze wstałem z kanapy posyłając brunetowi spojrzenie pod tytułem "Wynoś się", jednak ten nie zamierzał się ruszyć. Miał szczęście, że bardziej zależało mi na odebraniu połączenia niż starciu mu tego niewinnego uśmieszku z twarzy.
- Halo? - w ostatniej chwili złapałem komórkę marszcząc brwi na widok dzwoniącego numeru.
- Długo jeszcze? - w słuchawce rozległ się kobiecy głos. Matka Hazel nie zawracała sobie głowy, jakąkolwiek etykietą. W tle słyszałem nieprzyjemny szum, a jej słowa były nieco przytłumione. Zdawałem sobie sprawę z tego, że dzwoni do mnie ze szpitala psychiatrycznego, w którym wylądowała jakiś czas temu. Była chora i w każdej chwili mogła zmienić zdanie, ale zlecenie zostało przyjęte i musiałem je zrealizować. Zresztą nawet długotrwałe leczenie nie spowodowało spadku jej nienawiści. 
- Nie zrobię tego z dnia na dzień, musi mi pani dać trochę czasu - burknąłem, pragnąć zakończyć już tą rozmowę. Była bezsensowna, a szczerze mówiąc, rozmawianie z wariatką nie należało do moich ulubionych rozrywek. 
- Zachowujesz się, jakbyś miał porwać i zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ta twoja ostrożność jest idiotyczna, załatw sprawę jak najszybciej, bo znajdę kogoś innego - roześmiała się gorzko, a mnie mimowolnie przeszły ciarki. Szybko jednak usprawiedliwiłem to staniem kompletnie nagim w kuchni przy uchylonym oknie, w czasie gdy za oknem szalała śnieżyca. Zanim jednak zdążyłem odpowiedzieć kobieta rozłączyła się, pozostawiając mnie z narastającą we mnie złością.
- Kurwa - zakląłem rzucając telefon na blat. Wściekły uderzyłem pięścią w ścianę tłumiąc w sobie jęknięcie, gdy trafiłem w obolałe miejsce. Wziąłem kilka głębokich wdechów i nie patrząc na Louisa wyjaśniłem swój nagły atak - Mamy coraz mniej czasu. Powiedziała, że albo się pospieszymy albo szuka kogoś innego. Jeśli stracimy to zadanie, stary nas zabije, za bardzo mu na nim zależy -

~~~~

Od kilku godzin siedziałem pod jej domem czekając na odpowiedni moment. Z tego co powiedział mi Louis wynikało, że Liam powinien iść dzisiaj odebrać towar. Szkoda tylko, że zdążyło zrobić się ciemno, a on dalej nie zamierzał ruszyć tyłka. Miałem ochotę wparować tam i wyciągnąć go za fraki, by móc dostać się do jego siostry. Wiedziałem, jednak, że spokój i cierpliwość będą najlepszym rozwiązaniem w tym wypadku. Mimo to robiłem się coraz bardziej zirytowany, co wcale nie jest dziwne, zważywszy na to, że od dobrej godziny nie czuję już tyłka i nie wiem co zrobić z nogami, by pozbyć się tych cholernych mrówek.
- Nareszcie - jęknąłem, gdy zobaczyłem, jak młody Payne pojawia się na ganku. Rozglądając się nerwowo wybiegł na ulicę, a w tym samym czasie na podjeździe zatrzymał się czarny Land Rover. Chłopak wsiadł do niego, po czym auto praktycznie niezauważone zniknęło za zakrętem. 
Odczekałem chwilę wiercąc się niemiłosiernie, by upewnić się, że brunet nie wróci za chwilę. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wyszedłem na ulicę rozprostowując wszystkie kości. Musiałem kilkakrotnie obejść swoje auto, by ponownie móc normalnie chodzić. Zdając sobie sprawę z dość później godziny na wizyty, nacisnąłem guzik dzwonka przybierając nonszalancką pozę i pewny siebie uśmiech.
- Czego zapomniałeś? -  drzwi otworzyły się przede mną ukazując drobną brunetkę w skąpych szortach i ciemnym swetrze. Dziwaczne połączenie, ale postanowiłem tego nie komentować. Przejechałem wzrokiem po jej nagich nogach dostrzegając na nich kilka sporych blizn, następnie przesuwając się po brzuchu, całkiem sporych piersiach i zatrzymując się na twarzy, na której malowało się zaskoczenie.
Patrzyła na mnie przerażonymi oczami, zastanawiając się chyba, czy nie zatrzasnąć mi drzwi przed nosem. Na ten widok uśmiechnąłem się jeszcze szerzej ukazując swoje białe zęby.
- Gdzie to zrobimy? - nie czekając na zaproszenie wszedłem do środka zwinnym ruchem ściągając buty, a następnie zawieszając kurtkę na fotelu w salonie. Odwróciłem się do niej z wyczekującą miną, wiedząc, że za mną idzie. 
- Gdzie robimy co? - wyjąkała, jakby nie do końca wierząc w to co widzi. Wyglądała całkiem uroczo, ale moja uwaga skupiona była na jej pełnych wargach, które co jakiś czas oblizywała niepewnie.
- Dzieci, kochanie - sugestywnie złapałem się za pasek od czarnych spodni i zacząłem go odpinać. Na ten widok Niki zrobiła się blada jak ściana i w momencie, gdy chwytałem za guzik, dostałem siarczysty policzek. Skrzywiłem się, gdy palcami trafiła w siniec pod okiem, a ból zalał moją twarz.
- Nigdy więcej tego nie rób - bez ostrzeżenia złapałem ją za ręce, wykręcając je pod przypadkowym kątem. Przycisnąłem ją do ściany, napierając na nią swoim ciałem wciąż z odpiętym paskiem. Czułem, jak adrenalina pulsuje w moich żyłach. Resztką silnej woli powstrzymałem się przed zaciśnięciem dłoni na jej jasnej szyi. Widziałem, jak jej oczy błagają o litość, a usta wykrzywiają się z przerażenia. Sprawiło mi to przyjemność, to ja byłem panem sytuacji. Podniosłem jej ręce i przytwierdziłem do ściany łapiąc je w jedną dłoń tuż nad jej głową. Wolną przejechałem wzdłuż linii szczęki powodując u niej gęsią skórkę. Wstrzymała oddech, a jej piersi uniosły się ku górze ocierając się o mój tors. Miałem ochoty dotknąć ich jedwabistej skóry, ale na to musiałem jeszcze trochę poczekać. 
Zmniejszyłem dzielącą nasze twarze odległość, tak że nasze nosy delikatnie ocierały się o siebie.
- Powiedz, że tego chcesz - poleciłem zatrzymując dłoń na jej szyi, głaszcząc ją opuszkami palców. Czułem, jak maleńkie włoski stają jej dęba, a ona zamiera pod wpływem mojego dotyku.
- Nie - próbowała być stanowcza, ale wiedziałem, że kłamie. Złapałem jej brodę zmuszając by spojrzała mi w oczy. 
- Na pewno? - wycedziłem zaciskając palce na jej skórze. Trochę zdenerwowany czekałem na odpowiedź, modląc się w duchu, bym miał rację.
- Nie - jęknęła robiąc się przy tym cała czerwona z zażenowania. Speszona odwróciła wzrok. Wyszczerzyłem się tryumfalnie, ciesząc się, że moja intuicja znowu mnie nie zawiodła. Natychmiast zlikwidowałem odległość pomiędzy naszymi ustami dosłownie wpijając się w jej wargi. Nie miałem zamiaru bawić się w żadne delikatne i czułe pocałunki. Chciałem dać jej coś niepowtarzalnego, coś czego ten kretyn Malik nie będzie w stanie powtórzyć. Gryzłem ją i ssałem, a mój język wyprawiał cuda. Co jakiś czas wydawała z siebie stłumione jęki aprobaty, praktycznie od razu odwzajemniając pocałunek. Przyciągnąłem ją do siebie, jedną dłoń wplatając w jej włosy, a drugą delikatnie ściskając jej pośladek. Mimo wszystko nie spodziewałem się, że pójdzie tak łatwo. Tak, widziałem, jak na mnie patrzyła, dostrzegałem również ten delikatny rumieniec na jej policzkach i dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że nie uratowała mnie wtedy bez przyczyny, ale sądziłem, że Mulat lepiej się postarał. Jednak po mimo moich zabiegów, ręce dziewczyny pozostawały spuszczone wzdłuż jej ciała, a jedyną częścią współpracującą ze mną wciąż były tylko jej usta. Starałem się jak mogłem, widząc, że wije się pod wpływem mojego dotyku, ale nie wplotła palców w moje loki. Gdy w końcu zabrakło nam powietrza niechętnie oderwałem się od niej uśmiechając się pod nosem.
- Mogłabyś się bardziej zaangażować - burknąłem patrząc na nią spod łba. Dziewczyna próbowała uspokoić oddech i ogarnąć rozczochrane włosy. Zapragnąłem z powrotem przyssać się do jej malinowych ust, przy okazji pozbawiając ją tych zbędnych ubrań. Natychmiast odpędziłem tę myśl, czując jak zaczynam robić się twardy. Cholera, za szybko, wdech - wydech, wdech - wydech.
Zadowolony obserwowałem, jak przygląda mi się z pożądaniem, a z jej twarzy mogłem wyczytać wszystkie targające nią emocje.
- Nie zaprosisz mnie do sypialni? Chyba wystarczy nam tych wstępów - mruknąłem ruszając sugestywnie brwiami. Zakłopotana wyminęła mnie poprawiając sterczące loki. Rozejrzałem się po pokoju w kącie dostrzegając dwie dość spore walizki. Zignorowałem chwilowo cisnące mi się na usta pytanie i podążyłem za szatynką, która trzęsącymi dłońmi próbowała nalać sobie kawy. Jej próby skończyły się fiaskiem, gdy stanąłem za jej plecami dmuchając na odsłoniętą skórę jej szyi. Wypuściła kubek, który z hukiem upadł na podłogę, rozpadając się na dwie nierówne części.
- Odejdź - odepchnęła mnie, po czym natychmiast odskoczyła na drugi koniec kuchni zachowując między nami bezpieczny dystans. - Dlaczego mi grozisz? - zapytała nagle, prostując się i patrząc mi wyzywająco prosto w oczy. Uniosłem lekko kącik ust, zaintrygowany tą szybką zmianą nastroju.
- Co masz na myśli? - bez pytania wyciągnąłem z szafki kolejne dwa kubki nalewając nam kawy. Nie skomentowała tego wciąż mierząc mnie pewnym siebie spojrzeniem.
- Chodzi mi o twój sms, skąd w ogóle masz mój numer? - przyjęła ode mnie naczynie z ciepłym napojem ogrzewając sobie dłonie.
- No cóż, nie uważam, żeby gangster był dla ciebie dobrym towarzystwem - mruknąłem udając niewinnego jednocześnie ignorując jej pytanie. W duchu jednak śmiałem się z własnej hipokryzji. Tak jakbym ja nim nie był. Sam nie wiedziałem kto jest gorszy, on czy ja.
- A ty może jesteś? - prychnęła, biorąc łyk cały czas nie odrywając ode mnie spojrzenia.
- A nie? Co ci się nie podoba? - podszedłem do niej bliżej, chwytając się za wciąż odpięty pasek. - Pod spodem skrywam jeszcze ciekawsze rzeczy - nachyliłem się nad nią szepcząc jej wprost do ucha. Zadrżała, a jej nagła pewność siebie wyparowała. Przybiłem sobie mentalną piątkę widząc, jak jej mury kruszeją.
- Wynoś się, bo zadzwonię na policję - warknęła popychając mnie do tyłu. Cofnąłem się o krok śmiejąc się jej prosto w twarz.
- I co im powiesz? Że dobrowolnie wpuściłaś mnie do domu, całowałaś się ze mną, a potem nalałem ci kawy? - nie próbowałem nawet ukryć rozbawienia. Dziewczyna zażenowana spuściła głowę, wiedząc, że mam rację - Zresztą patrząc na moje siniaki, mogą uznać, że to ty mnie pobiłaś - na potwierdzenie swoich słów rozpiąłem czarną koszulę ukazując swój poobijany tors.
- Możesz przestać się przede mną rozbierać? - jęknęła odwracając się do mnie bokiem i patrząc w stronę okna.
- Lubisz to - wyszeptałem, a mój głos zyskał tym samym seksowną chrypkę. Ucieszyłem się, gdy zobaczyłem, jak kręci głową próbując przekonać do czegoś samą siebie, po czym wymija mnie i kieruje się do salonu. Dobrze wiedziała, że ucieczka nic nie da, ale w tej chwili było to dla niej jedyne wyjście, by choć na chwilę zebrać do kupy wszystkie myśli. Dając jej chwilę wytchnienia, doprowadziłem do porządku swoje ubranie i poszedłem za nią, marszcząc brwi, gdy ponownie dostrzegłem walizki.
- Wyjeżdżasz? - zapytałem stając obok niej. Siedziała na parapecie nerwowo wymachując nogami i udając, że interesuje ją widok za oknem. Moja dłoń znajdowała się niebezpiecznie blisko jej kolana, potęgując tylko napięcie między nami.
- Jaaa, um..nie do końca..tak jakby - jąkała się, nie potrafiąc złożyć poprawnego zdania. Zdziwiłem się zastanawiając się o co może chodzić. Na pewno nie jechała na spóźnione wakacje, jej reakcja świadczyła o tym, że próbuje coś przede mną ukryć. Nie spodobało mi się to. Silnym ruchem rozszerzyłem jej kolana stając pomiędzy nimi. Oparłem się na rękach kładąc dłonie obok jej ud, dzięki czemu nasze oczy znajdowały się na jednym poziomie. Wyraźnie nie mogła znieść mojego natarczywego spojrzenia, gdyż natychmiast odwróciła głowę.
- Hazel - powiedziałem przyjmując grobowy wyraz twarzy.
- NIE NAZYWAJ MNIE TAK. JESTEM. DO. CHOLERY. NIKI - krzyknęła cedząc przez zęby, jednocześnie próbując mnie odepchnąć. Byłem jednak silniejszy i nie ruszyłem się ani o centymetr. Zadowolony, że zmusiłem ją do ponownego patrzenia na mnie kontynuowałem.
- Chcesz uciec przede mną? - bacznie obserwowałem jej reakcję.  Obawiałem się, że potwierdzi moje przypuszczenia. Wtedy musiałbym zacząć wszystko od nowa, a zdecydowanie nie miałem na to czasu.
- Nie - szepnęła rumieniąc się zawstydzona. W myślach odetchnąłem z ulgą, ciesząc się, że nie wszystko stracone.
- W takim razie...- zacząłem, gdy nagle zrozumiałem - chcesz uciec przed nim - to  nie było pytanie. Stwierdziłem fakt, a ona jakby na potwierdzenie spuściła głowę, chowając twarz w dłoniach. Przyjrzałem się jej uważnie. Odkąd ostatni raz ją widziałem znacznie zeszczuplała. Jej skóra była blada, a gdy odsunąłem jej ręce zauważyłem, że wygląda na potwornie zmęczoną. Szybko doszedłem do wniosku, że nie spała od kilku dni. Nagle jej ciałem wstrząsnął szloch, a mnie na chwilę zamurowało. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że jest na skraju załamania nerwowego, a jej oczy co jakiś czas patrzą na mnie z obłędem. Na usta cisnęło mi się pytanie, co on takiego zrobił, ale wiedziałem, że nie jest ono odpowiednie w tej chwili. Zamiast tego wziąłem ją w ramiona, zamykając w bezpiecznym uścisku. Natychmiast przytuliła się do mnie jeszcze mocniej, łzami mocząc mi koszulę. - Dokąd? -
- Do rodziny - powiedziała tak cicho, że ledwo usłyszałem. Wykrzywiłem się na to kłamstwo.
- Przecież ty nie masz nikogo oprócz Liama - starałem się by mój głos brzmiał spokojnie, mimo irytacji, którą odczuwałem na skutek nieszczerości dziewczyny. Poczułem jak spina się starając się odsunąć, ale nie pozwoliłem jej na to. Szybko rozluźniła się, z powrotem przytulając twarz do zagłębienia mojej szyi. Miałem wrażenie, że zbyt silny uścisk złamie jej wszystkie kości. Była krucha zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
- Ech, ja nie wiem... Muszę jak najszybciej stąd wyjechać - pociągnęła nosem nawet nie próbując opanować łez, które spadały wprost na moją odsłoniętą skórę. Dawno nie byłem tak zadowolony. Malik nawet nie wie, jak bardzo ułatwił mi zadanie.
- W takim razie ukryj się u mnie - powiedziałem czekając na jej reakcję. 

_________________________________________________________

Rozdział z dedykacją dla Laury, której bardzo spodobało się moje opowiadanie. Dziękuję za wszystkie miłe słowa xx.

No więc zgodnie z obietnicą dodaję rozdział :D
Wiem, że nie jest idealny i z góry przepraszam za wszystkie błędy, ale pisałam go na wpół śpiąc przez dwie noce, żeby zdążyć przed wyjazdem. Starałam się usunąć wszelkie niedoskonałości, ale naprawdę nie mam już czasu, by znowu go sprawdzać :(

I jak zaskoczone? Ha, wiem, że jestem okropna i nic nie wytłumaczyłam, wręcz przeciwnie namieszałam jeszcze bardziej xD 
Ale spokojnie, już niedługo wszystko zacznie się powoli wyjaśniać ^^
Wydaje mi się, że będzie to jedyny rozdział z perspektywy Harrego,przynajmniej na razie nie planuję więcej. Wiem słonka, że ostatnio było go mało, ale od teraz będzie pojawiał się coraz częściej :D

No więc prawdopodobnie jest to ostatni rozdział w te wakacje, wątpię, żeby na wyjeździe udało mi się coś jeszcze napisać ;(
Tak więc następny pojawi się za około 2tyg, będziecie musiały troszkę wytrzymać :c

Mogę mieć do Was prośbę Słonka? Pisałam go, zarywając dwie noce, nie śpiąc do 4/5 nad ranem, czy mogłybyście się odwdzięczyć i zostawić 30 komentarzy? :) 
Wiem, że to trochę dużo, ale myślę, że nie będzie to dla Was problemem, a ja będę naprawdę mega szczęśliwa, gdy wrócę i zobaczę taki prezent.
Ja dotrzymałam obietnicy :)

Kocham Was bardzo bardzo!
Udanej końcówki wakacji i do napisania <3

PS. rozdział bez muzyki, bo nie miałam już czasu nic dobierać ;/

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 16

MUZYKA


- Tak, proszę - szepnęłam patrząc mu w oczy. Byłam już na skraju wytrzymałości, krew szumiała mi w uszach, a oddech uwiązł mi gdzieś w gardle. Jego ręce błądziły po całym moim ciele doprowadzając mnie do szaleństwa. Chwycił w zęby dolną wargę wyglądając przy tym nieziemsko seksownie. Chciałam poczuć ją pod swoim językiem, ale gdy próbowałam go przyciągnąć do siebie odepchnął mnie lekko. Uśmiechając się zagadkowo pogroził mi palcem. Nasze nagie ciała ocierały się o siebie, powodując przyjemne dreszcze podniecenia na mojej skórze. 
- Mogę? - zapytał pocierając o mnie swoim koniuszkiem. 
- Jeszcze się pytasz... - jęknęłam praktycznie błagając, by w końcu scalił nas w jedność. Nigdy nie odczuwałam takiej potrzeby dotyku. Jego wytatuowane dłonie rozpaliły we mnie płomień, który podsycały jego usta zostawiające mokre ślady na mojej płonącej skórze. Pragnęłam czuć go każdą komórką, by wiedzieć, że jest prawdziwy. Nie potrafiłam uwierzyć, że ktoś tak idealny jak on jest tu ze mną, a w dodatku sprawia mi taką rozkosz. 
- Jesteś wspaniały - wysapałam nie mogąc opanować mimowolnych jęków wydostających się z moich ust. Chłopak podniósł głowę by złączyć nasze wargi, ale zawisł nade mną w połowie ruchu. Ku mojemu przerażeniu nie patrzyły na mnie już czekoladowe oczy otoczone czarnymi, gęstymi rzęsami. Wpatrywałam się właśnie w jedne z najpiękniejszych zielonych tęczówek, jakie dane mi było zobaczyć, a widok na resztę świata zasłaniały mi gęste loki.
- Co ty odwalasz? - Hazz wykrzywił się rzucając mi oburzone spojrzenie. Próbowałam go od siebie odepchnąć, wiercąc się nerwowo, by opuścił moje ciało, ale on oni drgnął. Opierał się na rękach zachowując między nami niewielki dystans. Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Jak to możliwe, że jego ciało zastąpiło szczupłą sylwetkę Mulata? Co się do cholery dzieje? Chwilę temu był tu jeszcze Zayn, a teraz... 
- Zdecyduj się. Niki, nie możesz tak pogrywać - nachylił się składając lekki pocałunek na czubku mojego nosa.
- Co ? - wykrztusiłam nie mogąc zrozumieć o co mu chodzi.


Obudziłam się cała spocona, a w uszach wciąż słyszałam jego słowa. Do cholery, co to miało być?! Dlaczego mój mózg wymyśla, takie chore rzeczy?! Czułam jak moje serce bije w zawrotnym tempie, a po twarzy spływają kolejne kropelki potu. Rozejrzałam się dookoła nie mogąc sobie przypomnieć, gdzie jestem. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy zobaczyłam koło siebie Zayna śpiącego i lekko pochrapującego. Wyglądał tak niewinnie i uroczo. Odruchowo wplotłam palce w jego czarne włosy, odgarniając mu z czoła, kilka niesfornych kosmków. Jednak natychmiast odsunęłam rękę, gdy mój mózg podsunął mi obraz miękkich, czekoladowych loków owijających się wokół mojej dłoni. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona, w biegu ściągając jego rzeczy i naciągając swoje ubrania. Nie obchodziło mnie to, jak zareaguje, gdy zorientuje się, że nie ma mnie obok. Musiałam jak najszybciej stamtąd uciec i uwolnić się od tego wszystkiego. Najciszej jak potrafiłam wyszłam z pokoju rzucając ostatnie spojrzenie na spokojne oblicze Mulata, walcząc z pokusą powrócenia w jego ramiona. Schodząc po schodach odegnałam od siebie wspomnienie wczorajszego wieczoru i tego jak leżeliśmy przez długi czas w komfortowej ciszy, a on trzymał mnie w bezpiecznym uścisku. 
- Nie. Wcale nie chcę tam wrócić - przekonywałam samą siebie zamykając za sobą frontowe drzwi. Muszę z tym wszystkim skończyć. Przerwę tę paranoję, raz na zawsze żegnając się z Zaynem i Hazzą. W końcu zacznę żyć normalnie. Z tym postanowieniem ruszyłam w dół ulicy obserwując wschodzące słońce. 

~~~~

- Jeszcze tylko pięćset... - mruknęłam kładąc na kupkę w szafce obok łóżka kolejne sto funtów. Byłam coraz bliżej zebrania całej kwoty. Coraz bliżej uwolnienia się od tego wszystkiego. Od dłuższego czasu ograniczałam wszystkie wydatki, odkładając każdego funta. Już niedługo spłacę dług Liama. Czułam jak z każdym dniem robię się słabsza. Nie miałam siły na najprostsze czynności, ostatnio nawet szef proponował mi urlop, sugerując, że wyglądam jak trup. Chciałam zakopać się w pościeli i już nigdy nie wychodzić z łóżka. Praktycznie nie jadłam, byłam blada, a ogromne sińce pod oczami świadczyły o wielu nieprzespanych nocach. Odkąd uciekłam z domu Zayna minęły trzy tygodnie. Trzy tygodnie ciszy i względnego spokoju. Właśnie dlatego nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego rozpadam się na kawałki i dosłownie wariuję. Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej. Wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje, a w dodatku maniakalnie sprawdzałam telefon oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony Zayna. Naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje.
- Niki? - z dołu dobiegł mnie głos Liama. Od dnia, w którym znalazłam pistolet w jego szafie obchodził się ze mną jak z jajkiem. Częściej przebywał w domu, ostatnio nawet zaproponował powrót do wieczorów filmowych. To był jedyny moment, w którym zapomniałam o otaczającej mnie rzeczywistości i zrelaksowałam się przytulona do jego boku. Teoretycznie nasze relacje poprawiły się, ale wciąż czułam, że coś przede mną ukrywa przez co nie potrafiłam zaufać mu tak jak dawniej. A tak bardzo potrzebowałam w tej chwili jego wsparcia...
- Tak? - krzyknęłam próbując ponownie podnieść się z łóżka. Moje kończyny odmawiały współpracy, więc w końcu odpuściłam zakrywając głowę poduszką i dusząc w sobie krzyk bezsilności.
- Hannah przyszła! - na potwierdzenie jego słów usłyszałam kroki, a chwilę później kołdra została brutalnie ze mnie zerwana.
- Co ty odwalasz? - poczułam jak materac ugina się pod ciężarem mojej przyjaciółki. Zacisnęłam mocno powieki, próbując wymyślić naprędce jakąś wymówkę. Nie powiem jej przecież, że świruję, bo na zmianę przed moimi oczami staje dwóch potwornie przystojnych mężczyzn, a każdy z nich budzi we mnie dotąd  nieznane mi uczucia. Nie wyobrażam sobie jej reakcji, gdybym przyznała się, że jedyne o czym jestem w stanie myśleć od dłuższego czasu to na przemian zielone i brązowe tęczówki lub miękkie, czekoladowe loki i czarne, błyszczące włosy. Co by powiedziała, na to że każdego dnia czuję zarost Mulata na swojej skórze, a chwilę potem wyobrażam sobie, jak opuszkami palców przejeżdżam po gładkich policzkach Hazzy?
- Źle się czuję - burknęłam zagłuszając wyrzuty sumienia. Chciałam być z nią szczera, naprawdę. Zresztą nie do końca minęłam się z prawdą.
- Wyłaź z tego łóżka, wychodzimy - złapała moją rękę i brutalnie zaczęła wyciągać mnie z pościeli. Próbowałam się opierać, prosiłam, żeby dała mi spokój, ale była uparta. Jak zwykle musiała postawić na swoim i chwilę później stałyśmy w łazience, a ja mordowałam ją spojrzeniem.
- Powiesz mi chociaż dokąd idziemy? - próbowałam trzymać nerwy na wodzy, ale gdy chciała wcisnąć mnie w swoją krótką spódnicę nie wytrzymałam. Zgodziłam się na zrobienie makijażu, w ciszy wysłuchałam przemowy na temat moich potwornych sińców pod oczami, nawet ubrałam najlepszą bluzkę jaką miałam, ale to była przesada.
- Cicho bądź, nie mamy czasu, zaraz będziemy spóźnione - rzuciła we mnie kolejną wyciągniętą z torebki spódniczką, tym razem trochę dłuższą.
- Nie ubiorę tego. Nie ma mowy - złapałam za pierwsze lepsze czarne rurki i z lekkim trudem wciągnęłam je na siebie. Rzuciłam jej wyzywające spojrzenie, na co ona tylko westchnęła i wyszła na korytarz. Wywróciłam oczami przeglądając się w lustrze. Fakt, wyglądałam dużo lepiej, ale po co to wszystko? Z przyjemnością wrócę do swojej sypialni i będę wspominać każdy najmniejszy dotyk Hazzy i Zayna.
Wiedząc, że jakiekolwiek próby sprzeciwu nie mają najmniejszego sensu, zmusiłam się do lekkiego uśmiechu i odgoniłam niepokojące sylwetki chłopców stojących przed moimi oczami. Zagryzając niepewnie wargę wyszłam za nią i podążyłam w dół schodów.
- Wow, wreszcie wyglądasz jak człowiek, a nie jak chodzące zombie! Brawo Hannah - Liam zagwizdał z aprobatą mierząc mnie od stóp do głów.
- Dobrze wiem, że to ty po nią zadzwoniłeś. Dupek. - pokazałam mu język próbując zignorować ponaglające mnie spojrzenie blondynki. - Mam nadzieję, że twojej panienki już tu nie będzie, gdy wrócę - z niekrytą przyjemnością zobaczyłam, jak na twarzy chłopaka pojawia się lekki rumieniec. Nawet nie zaprzeczył. Pewnie kolejna jego zdobycz jest właśnie w drodze do naszego domu, by dać się przelecieć mojemu bratu.
Szybko ubrałam stare trampki oraz za duży płaszczyk. Zamarłam na chwilę widząc smutną minę Hannah. Wyglądała na nieobecną, a jej oczy lekko się zaszkliły. Już miałam zapytać, czy wszystko w porządku, gdy dziewczyna bez słowa złapała kluczyki od mojego samochodu i wyszła na podjazd. Bezradnie wzruszyłam ramionami i poszłam w  jej ślady.

- Dowiem się w końcu jakie masz plany? - przerwałam panującą między nami ciszę. Przez całą drogę tępo wpatrywała się w przednią szybę, jakby nie do końca skupiona na jeździe. Odkąd pamiętam to ona prowadziła, gdy gdzieś razem jechałyśmy twierdząc, że nie czuje się ze mną bezpiecznie. Po wielu sprzeczkach odpuściłam, jak zwykle pozwalając jej postawić na swoim.
Od pewnego czasu miałam nieodparte wrażenie, że czarny samochód  zbyt długo jedzie za nami. Próbowałam dostrzec twarz kierowcy, ale utrzymywał bezpieczną odległość, skutecznie mi to uniemożliwiając.
- Chcę cię z kimś poznać - otrząsnęła się z transu skręcając w boczną ulicę i parkując pod niewielką kawiarnią. Ku mojemu przerażeniu tamto auto pojechało za nami, jednak właściciel minął nas z dużą prędkością znikając za zakrętem. Odetchnęłam z ulgą, jednak wtedy dotarły do mnie słowa mojej przyjaciółki.
- Co? - złapałam ją za ramię, gdy przekraczała próg lokalu. W mojej głowie kłębiły się setki myśli, ale gdy zobaczyłam jej szeroki uśmiech, wiedziałam, że nie wróży on nic dobrego.
- Będziesz zadowolona - pociągnęła mnie za sobą. Weszłyśmy do przytulnego, kremowego pomieszczenia. Białe stoły były przykryte czerwonymi  obrusami, na których stały jasne bukiety. Przy ścianach ustawiono duże, beżowe kanapy, zachęcające by na nich usiąść. Przyjemnego efektu dodawały kolorowe poduszki i ściany pokryte różnymi obrazami. Lekko się rozluźniłam, gdyż naprawdę mi się tu podobało. Jednak chwilę później stanęłam jak wryta, gdy Hannah podeszła do stolika pod oknem, przy którym siedziało dwóch chłopaków w naszym wieku. Nagle wszystko stało się dla mnie jasne, to dlaczego wyglądała tak pięknie, dlaczego chciała zrobić to samo ze mną i dlaczego nie chciała mi nic powiedzieć. Dobrze wiedziała, że za nic nie zgodziłabym się na podwójną randkę. Nie, kiedy moje myśli, były zaprzątnięte kimś zupełnie innym.
- Ty idiotko - szepnęłam pod nosem ignorując jej wściekłe spojrzenie. Nie zamierzałam ruszyć się ani o krok. Nie będę bawić się w takie idiotyzmy. Jednak ona miała inne plany. Bezlitośnie chwyciła moją rękę, wbijając w nią z całej siły palce i pociągnęła mnie w ich stronę.
- Przepraszamy za spóźnienie, miałyśmy małe komplikacje pod drodze - uśmiechnęła się promiennie witając się trochę bardziej czule z przystojny brunetem. Zrozumiałam, że dla mnie "przeznaczony" jest uroczy blondyn z lekko zarumienionymi policzkami. Myślałam, że Hannah zna mnie lepiej, chłopak mimo swojej niezaprzeczalnej atrakcyjności zdecydowanie nie był w moim typie. Nie kryjąc swojej niechęci usiadłam obok niej starając się nie zwracać uwagi na ciekawskie spojrzenie, jak się wcześniej dowiedziałam, Jamesa. Atmosfera między nami była napięta, mimo tego, że Hannah świetnie dogadywała się z Zackiem, który wydawał się naprawdę sympatyczny. W dodatku w bardzo seksowny sposób odgarniał  opadające mu na oczy czekoladowe włosy i dosłownie widziałam, jak blondynka ślini się na ten widok. Naprawdę nie chciałam psuć jej tego popołudnia i usilnie podtrzymywałam niezręczną rozmowę, ale nie było mnie stać na nic więcej. James starał się jak mógł i gdyby nie to, że moje myśli wciąż krążyły wokół dwóch zupełnie innych chłopaków, moglibyśmy się całkiem nieźle bawić.
- Niki, my z Zackiem już idziemy, obiecałam mu, że pomogę mu wybrać nową kanapę, ale wy bawcie się dobrze - dziewczyna pocałowała mnie na pożegnanie w policzek i zanim  zdążyłam zaprotestować rozpłynęła się wraz z obejmującym ją brunetem. Przerażona wbiłam wzrok w stół planując jak najszybszą ewakuację. Byłam zmęczona i zirytowana, a ona postanowiła mnie dobić. Szlag by to wszystko trafił.
- Więc gdzie pracujesz? - do mojej świadomości dotarł za wysoki jak dla mnie głos Jamesa. Brakowało mu tej seksownej chrypki i niedbałego akcentu. On sam nie opierał się nonszalancko na krześle i nie wyglądał, jakby miał zaraz komuś przyłożyć. Cholera jasna, on był po prostu miły. Zwykły chłopak z sąsiedztwa, w dodatku z nienagannymi manierami. W takim razie co mnie tak w nim irytowało? Co ze mną jest nie tak?!
- W sklepie z muzyką - zlustrowałam jego wątłe ramiona osłonięte długimi rękawami. Szczerze wątpiłam w to, że kryły się pod nimi jakiekolwiek tatuaże. - A ty? -
- W kancelarii adwokackiej. Studiuję prawo - powiedział dumnie, jakby to miało na mnie zrobić jakiekolwiek wrażenie. Uśmiechnęłam się sztucznie, a mój umysł ogarnęło rozczarowanie.
- Popełniłeś kiedyś jakieś przestępstwo? - spytałam pod wpływem impulsu, znając z góry odpowiedź. Jednak mimo to poczułam się zawiedziona na widok jego oburzonej miny - Nic? Nawet kradzież lizaka ze sklepu? - chłopak zaskoczony pokręcił głową, nie rozumiejąc o co mi chodzi. Nie kryłam rozczarowania, ale postanowiłam kontynuować. - Masz jakiś tatuaż? -
- Nie! Jestem zupełnym przeciwnikiem. Wiesz jakich paskudnych chorób można się nabawić? Na przykład.. - już chciał mi wygłosić wykład na temat głupoty młodych ludzi, ale natychmiast mu przerwałam.
- Pobiłeś się kiedyś z kimś? - w moim sercu wciąż tliła się nadzieja, ale on skutecznie ją gasił.
- Nie i nie mam zamiaru. Przemoc to oznaka bezsilności, tylko słabi ... - przestałam go słuchać, gdy zobaczyłam za oknem ciemną postać. Natychmiast rozpoznałam ten chód. Szczupłe nogi okryte szarymi jeansami, gruby, wełniany sweter i czarny płaszcz okrywały seksowne, umięśnione ciało. Z jego pełnych ust wydobył się kłęb papierosowego dymu nadając mu niebezpieczny wygląd. Wstrzymałam oddech, gdy nasze oczy się spotkały. Serce biło mi jak szalone wybijając rytm ZaynZaynZaynZaynZaynZayn, a krew szumiała w uszach. Widziałam, jak wściekły zaciska szczękę i pewnym krokiem wchodzi do lokalu nie odrywając ode mnie wzroku. Byłam jak zahipnotyzowana, wydawało mi się, że cały świat stanął w miejscu, że jesteśmy tylko ja i on. Bałam się tego co zrobi, ale jednocześnie cieszyłam się na jego widok. Po tak długim czasie znowu stał przede mną, perfekcyjny i rozjuszony. Zaczęłam w myślach dziękować Hannah za to, że doprowadziła mnie do porządku i wyglądam teraz całkiem nie najgorzej.
- Pożegnaj się - warknął podchodząc do naszego stolika. Wyciągnął z pomiędzy pełnych warg niedopalonego papierosa i zgasił go wrzucając do kawy mojego towarzysza. James zszokowany otwarł szeroko usta i próbując się opanować wstał. Był prawie o pół głowy niższy od Zayna, a jego chude ciało wyglądało śmiesznie przy dobrze zbudowanym Mulacie. Ciemny chłopak wyglądał niebezpiecznie i zagadkowo, natomiast James sprawiał wrażenie przedszkolaka wyciągniętego z ramion matki.
- Przepraszam, ale wydaję mi się, że przydałoby się trochę...-  urwał w połowie, gdy Zayn dosłownie zmiażdżył go spojrzeniem. Siedziałam jak skamieniała przypatrując się całej sytuacji.
- Mówiłeś coś? - powiedział, jakby właśnie odganiał natrętną muchę. Jego głos był niski, ochrypły, a w dodatku powodował u mnie gęsią skórkę. To tego brakowało mi u Jamesa. - Wychodzimy - kiwnął na mnie głową, po czym nie oglądając się za siebie skierował się w stronę wyjścia. Dobrze wiedział, że zrobię to co mi każe.
- Miło było cię poznać - wyszeptałam w stronę blondyna i niczym błyskawica popędziłam za Zaynem. W pierwszej chwili dosłownie chciałam wpaść mu w ramiona, by poczuć ponownie to przyjemne zaciskanie żołądka i dreszcz podniecenia. Jednak gdy zorientowałam się, że on idzie w dół pustej ulicy, zupełnie nie zwracając na mnie uwagi, łzy napłynęły mi do oczu. Znowu wszystko schrzaniłam. Szłam kilka kroków za nim wpatrując się w jego plecy, gdy usłyszałam dźwięk nadchodzącego sms-a. Zirytowana wyciągnęłam telefon spodziewając się wiadomości od Hannah.

result-thumb

Przystanęłam, gdy zobaczyłam, że jest ona od nieznanego numeru. Z przerażenia zrobiło mi się sucho w ustach. Co to miało znaczyć? Skąd on miał mój numer? Zszokowana wpatrywałam się w ekran nie rozumiejąc, co się dzieje wokół mnie. Nagle poczułam jak ktoś łapie za poły mojego płaszcza i unosi w górę, a chwilę potem moje plecy zderzyły się z dużą siłą ze ścianą budynku obok. Jęknęłam pod wpływem bólu rozlewającego się po mojej klatce piersiowej. Wisiałam kilkanaście centymetrów nad ziemią zawieszona pomiędzy ceglanym murem, a klatką piersiową szatyna. Z trudem łapałam oddech tracąc czucie w kończynach. Palce trzymające telefon rozluźniły się i z głuchym łoskotem upadł on na chodnik.
- To cie kręci? Randki z jakimiś frajerami? Tego kurwa chcesz? - wychrypiał, a jego miętowy oddech omiótł moją twarz. Nasze oczy znajdowały się prawie na tej samej wysokości i ledwo byłam w stanie znieść jego miotające błyskawice spojrzenie. Na czole wyskoczyła mu pulsująca żyła, a knykcie pobielały od zaciskania się na materiale mojej kurtki. Brakowało mi powietrza, nie mogłam w żaden sposób zareagować. W tej chwili mógł ze mną zrobić co chciał, nie miałam się jak bronić. W dodatku jak na złość ulica opustoszała, więc nikt nie przyszedłby mi na ratunek. Próbowałam poruszyć się, by zaczerpnąć choć trochę tlenu, ale on w odpowiedzi przycisnął mnie jeszcze mocniej. Poczułam jak z mojej twarzy odpływa cała krew, a po policzkach mimowolnie spływają mi łzy przerażenia.
- To tak się bawiłaś przez cały ten czas, kiedy ja...- złapał moją brodę swoją dużą silną dłonią i wbił mi palce w skórę, pozostawiając na niej czerwone ślady. Chciałam to przerwać, ale znajdowałam się w żelaznym uścisku. Byłam dla niego jak szmaciana lalka. - Kiedy ja odchodziłem od zmysłów - potrzebowałam chwili by jego słowa do mnie dotarły. Wytrzeszczyłam oczy widząc, jak chłopak zdaje sobie sprawę z tego co właśnie powiedział. Wściekłość ustąpiła zmieszaniu na jego twarzy. Wypuścił mnie, a ja z głuchym jękiem upadłam na podłogę łapiąc powietrze jak ryba wyciągnięta z wody. Rzucił mi pogardliwe spojrzenie, po czym zaczął się oddalać. Usiadłam na chodniku opierając głowę o ścianę, a przeciągły szloch wyrwał się z moich ust. Łzy płynęły z oczu strumieniem mocząc bluzkę. Było mi zimno, cała się trzęsłam, ale nijak się to miało do uczucia pustki, które właśnie mnie ogarnęło. Czułam się nic niewarta, a w dodatku upokorzona. Najgorsze było to, że dobrze wiedziałam, iż to moja wina.
- Kurwa, kurwa, kurwa - kątem oka zobaczyłam, jak chłopak kopie stojący obok niego śmietnik, a chwilę potem zawraca i idzie w moją stronę. Instynktownie skuliłam się w sobie oczekując na pierwszy cios, ale ku mojemu zdziwieniu Zayn uklęknął przy mnie, kciukami ocierając łzy z moich policzków. Następnie przyciągnął mnie do siebie, biorąc w ramiona. Odetchnęłam z ulgą oplatając ręce wokół jego szyi. Poczułam jak nieudolnymi ruchami zapina mi płaszcz, po czym unosi, niosąc mnie w stronę bardziej ruchliwej ulicy. Przesunęłam się nieznacznie zapewniając obojgu nieco wygodniejszą pozycję, a mój wzrok padł na drugą stronę jezdni. Wtedy zobaczyłam mężczyznę bacznie nam się przyglądającego. Ubrany bardzo zwyczajnie, jego włosy schowane były pod brązową czapką, a twarz zasłaniał tego samego koloru szalik. Nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie błękitne oczy, które wydały mi się potwornie znajome. Próbowałam sobie przypomnieć, gdzie mogłam je już widzieć, ale gdy zauważył, że mu się przyglądam, prawie natychmiast zniknął w najbliższym zaułku.

~~~~


- Przepraszam, że wyszłam bez słowa - spuściłam wzrok patrząc na jego dłoń zaciśniętą na moim kolanie. Czułam ciepło rozlewające się w miejscu, w którym mnie dotykał, a mój umysł wręcz błagał o więcej. Jego najmniejsze muśnięcie powodowało, że zapominałam o wszystkich troskach, znajomych niebieskich oczach, czy niedosłownej groźbie Hazzy. W tej chwili liczył się tylko on i lekki uśmiech na jego twarzy. Pędziliśmy ulicami Cardiff w nieznanym mi kierunku. Było mi wszystko jedno, dopóki u jego boku czułam ogarniający mnie spokój.
- Przyznam, że tego się nie spodziewałem - uniósł znacząco brwi biorąc gwałtowny zakręt. Złapałam za uchwyt cicho piszcząc - Dzięki temu odkryłem coś niepokojącego... - zamyślił się na chwilę. Wstrzymałam oddech z napięciem wyczekując, aż rozwinie myśl - Ja..em, wiem teraz, że... - przerwał mu dźwięk dzwoniącego telefonu. Westchnęłam zirytowana, bojąc się, że ten moment już nie powróci. Zayn zaklął cicho pod nosem i zabierając rękę z mojego kolana odebrał połączenie. Poczułam lekkie ukłucie żalu, natychmiast karcąc się za to w myślach.
- Halo? - burknął, a jego brwi stworzyły jedną, prostą linię. Obserwowałam jak zaciska palce na kierownicy, a na czole z każdą upływającą sekundą pojawia się coraz więcej groźnych zmarszczek. Mulat przez chwilę milczał, a upiorna cisza powodowała, że włoski stanęły mi na karku.
- Nie, nie ma mowy - jego głos nie znosił sprzeciwu. Jeszcze nigdy nie słyszałam go tak wypranego z emocji, mimo tego, że na twarzy malowała się czysta wściekłość. Odsunęłam się nieco, obawiając się, że jego złość może się w niedalekiej przyszłości ponownie skupić na mnie.
- Powiedziałem kurwa NIE. Wyślij Horana - jeszcze bardziej przyspieszył. Dosłownie wcisnęło mnie w fotel. Jechał jak kompletny szaleniec, w dodatku prowadząc jedną ręką i wykrzykując niewybredne przekleństwa do komórki. - Gówno mnie obchodzi to, że jest cipą, NIGDZIE DO KURWY NIE JADĘ - wrzasnął. Bałam się na niego spojrzeć, skuliłam się podciągając nogi i oplatając je ramionami, tak jak to dawniej robiłam w dzieciństwie, gdy matka dostawała ataków szału. Chciałam stąd wysiąść, ale jednocześnie ogarniała mnie panika na samą myśl, że miałabym się do niego odezwać.
- Pierdol się - rzucił telefonem na maskę rozdzielczą mrucząc coś pod nosem. Podskoczyłam, patrząc na niego z ukosa. Mimo tego, że na dworze było już ciemno, a jego twarz oświetlały tylko uliczne latarnie, dobrze widziałam, jak zbladł, a jego oczy zrobiły się czarne. Mocno zaciskał szczęki wbijając wzrok w jezdnie. Siedziałam koło niego starając się nie zwrócić na siebie jego uwagi. Oddychałam płytko, a nogi powoli zaczynały mi drętwieć. Jednak nie ruszyłam się ani o centymetr. Z doświadczenia wiedziałam, że mrówki w stopach są znacznie przyjemniejsze niż kolejne uderzenia zostawiające fioletowe siniaki na mojej skórze.
Nagle zahamował i gdyby nie pasy, którymi byłam przypięta, prawdopodobnie wyleciałabym przez przednią szybę. Rozmasowałam miejsce, w którym wbił mi się przed chwilą materiał, obserwując Zayna przerażonymi oczami.
- Siedź tu i ani waż się stąd ruszyć, bo pożałujesz - zagroził, a jakby na potwierdzenie swoich słów z całej siły wykręcił mi rękę. Krzyknęłam wyrywając mu ją i drżącymi dłońmi sprawdzając czy pozostawił na niej ślad. Ostatni raz spojrzałam na jego przystojną twarz, a moje serce ponownie przyspieszyło. On zdawał się nie zwracać na to uwagi. Trzasnął drzwiami, po czym zamknął samochód wbiegając na ganek pobliskiego domu.
Siedziałam w coraz chłodniejszym aucie cicho szczękając zębami. I z zimna i ze strachu. Znowu nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Chciało mi się płakać z bezsilności, ale jak na złość tym razem moje oczy pozostały suche. Nerwowym ruchem wyciągnęłam z kieszeni telefon ponownie odczytując wiadomość od zielonookiego. Bez wątpienia była od niego. Nie znałam nikogo innego, kto mógłby się podpisać "H." , Hannah nigdy tego nie robiła, a jej numer miałam zapisany. Przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy nie odpisać pytając co ma na myśli, ale szybko odrzuciłam ten pomysł. Zignoruję to. Tak, to będzie najlepsze wyjście, uciec od problemu, przecież zawsze tak robię, więc tym razem też się uda. Wszystko samo się rozwiąże.
- Haloo! - podskoczyłam jak oparzona, gdy ktoś zaczął łomotać w szybę, na której właśnie opierałam głowę. Poczułam jak skacze mi ciśnienie, gdy nieznajomy ponownie uderzył w szkło pięścią. Nie widząc lepszego wyjścia wytarłam rękawem zaparowane okno. Moim oczom ukazał się dość mocno zirytowany, około pięćdziesięcioletni mężczyzna. Nie widząc lepszego wyjścia szarpnęłam za klamkę odblokowując zamek i uchyliłam nieznacznie drzwi obawiając się jego intencji.
- Tak? - zapytałam starając się wyglądać na pewną siebie mimo tego, że w duchu obmyślałam już strategię obrony.
- Blokuje mi pani wyjazd, a bardzo mi się spieszy - fuknął patrząc na mnie spod łba. Odetchnęłam z ulgą, ciesząc się z jego prozaicznej prośby, jednak szybko zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam kluczyków, by przeparkować auto.
- Och. Przepraszam bardzo. Już dzwonię do mojego..chłopaka - zarumieniłam się uświadamiając sobie, co właśnie powiedziałam. Czy ja naprawdę tak go nazwałam?!
Mój pomysł okazał się kompletnym niewypałem, gdy telefon szatyna zawibrował na desce rozdzielczej.
- Eee, muszę po niego iść, chwileczkę - uśmiechnęłam się do niego przepraszająco i wsuwając oba telefony do kieszeni płaszcza, skierowałam się w stronę domu, w którym zniknął Zayn, pozostawiając otwarty samochód.
Stanęłam przed zamkniętymi drzwiami rozglądając się za dzwonkiem. Jednak za nim go dostrzegłam, dobiegły mnie zduszone odgłosy...bójki?
Pod wpływem impulsu nacisnęłam klamkę, która natychmiast ustąpiła. Po cichu weszłam do środka, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, co robię. W moim umyśle panowała zupełna pustka, jak gdyby ktoś nagle wyłączył mi myślenie. Poruszając się zupełnie bezszelestnie podążyłam za nieprzyjemnymi dźwiękami. Wydawało się, że właściciele domu właśnie się przeprowadzają. Meble przykryto białymi prześcieradłami lub zawinięto w folię malarską. Na ścianach widniały jasne ślady po zdjęciach i obrazach, a podłoga przykryta była warstwą  kurzu.  Żadna z lamp nie miała żarówki, a jedyne światło dochodziło z pokoju na końcu korytarza. Z każdym kolejnym krokiem coraz łatwiej było mi rozróżnić poszczególne szmery. Wyraźnie nawet słyszałam wściekłe przeklinanie Zayna i inny przygaszony, bardzo niewyraźny głos. W końcu ich zobaczyłam. Ciemnowłosy mężczyzna leżał na podłodze, umazanymi krwią dłońmi zasłaniając twarz i jęcząc żałośnie. Mulat górował nad nim, uderzając raz za razem w międzyczasie wypluwając z siebie pojedyncze słowa. Przez opinający go płaszcz widziałam, jak jego mięśnie napinają się, gdy wymierza kolejny cios. Obserwowałam jego profil. Zimny, brutalny, wyprany z emocji. To nie był ten sam chłopak, który jakiś czas temu wydawał mi się taki bezbronny opowiadając o swojej przeszłości. Nie jego pocałunki chciałam czuć na swoich ustach, a dłonie na całym ciele. Przede mną stał potwór, który właśnie katował bezbronnego człowieka bez cienia współczucia.
- Błagam, jeszcze tylko parę d-d-dni - wysapał mężczyzna z trudem przewracając się na drugi bok i plując na podłogę krwią. Zachwiałam się, a obraz przed moimi oczami zaczął robić się coraz ciemniejszy. W ostatniej chwili złapałam się framugi, chroniąc się przed upadkiem.
- Jutro ma być kurwa cała kwota -  Zayn niewzruszony ledwo przytomnym kwileniem kopnął go w brzuch. Z gardła bruneta wyrwał się potworny szloch, a chwilę później z jego ust wypłynęła spora porcja czerwonej cieczy. Tego było dla mnie zbyt wiele. Mój umysł oszalał. Teraz to ja leżałam na miejscu mężczyzny, a moja matka znowu wyrywała mi włosy z głowy, plując mi prosto w twarz. Czułam jak moja skóra pali od uderzeń, które co jakiś wymierza w przypadkowe miejsce, a ja już nawet nie mam siły by znowu błagać ją o litość. Fioletowe sińce tworzą się na mojej skórze w zastraszającym tempie, a z rozcięć powolnym strumieniem płynie krew brudząc wszystko dookoła. Z ust mojej matki wydobywają się szaleńcze okrzyki, gdy znowu rujnuje mnie zarówno psychicznie jak i fizycznie. Znów udowadnia mi, że jestem nic nie znaczącym śmieciem, który nawet nie potrafi umrzeć, by w końcu uwolnić ją z tej udręki. Ciążę jej, komplikuję życie, a w dodatku do niczego się nie nadaję. Nie powinnam się urodzić, nie powinnam żyć, nie powinnam doprowadzać jej do takiego stanu. To wszystko moja wina, jak zawsze. Niech ona w końcu to skończy, nie chcę tak żyć. Niech mnie zabije
- KURWA, CO TY TU ROBISZ?!?! - z transu cuci mnie niemalże zwierzęcy ryk Zayna. Otrząsam się zdając sobie sprawę, że krztuszę się własnymi łzami leżąc na podłodze. Mój wzrok pada na zakrwawioną twarz mężczyzny, który podnosi się i chwiejąc się staje na równe nogi. Następnie przesuwam spojrzenie na Mulata, który wygląda, jakby właśnie zobaczył ducha. Dostrzegam na jego policzku sporą, czerwoną plamę i czuję jak zawartość mojego żołądka podchodzi mi do gardła. Zrywam się i wybiegam na zewnątrz. Wychylam się przez werandę wymiotując, a konwulsje wstrząsają moim ciałem. Jęczę ponownie zwracając obiad. Trzęsąc się jak galareta, płaczę, praktycznie dusząc się wymiotami ponownie napływającymi do ust. Słyszę kroki za sobą i wiem, że to on.
- Niki..jaa..- szepce. Na dźwięk jego głosu prostuję się i z obłędem w oczach zbiegam na chodnik. Niestety nie potrafię panować nad swoim ciałem i potykam się. Upadam prawie uderzając twarzą o beton. Zdzieram sobie skórę z dłoni, a na kolanach czuję spływającą lepką ciecz. Ponownie zanoszę się głośnym płaczem. Smarki wypływają mi z nosa, mieszając się z łzami i odcinając mi dopływ powietrza. Krztuszę się, kaszlę, charczę. Skóra pali, a każdy jej najmniejszy skrawek płonie, jakby ktoś właśnie mnie schłostał. Leżę na środku przejścia w kompletnym ataku paniki.
Zayn ponownie do mnie podchodzi, klękając przy mojej twarzy. Próbuje mnie dotknąć, ale wtedy dostrzegam zaschniętą krew na jego dłoniach. Znowu szarpie mną na wymioty, ale mój żołądek jest już pusty. Naciągam się, wydając okropne gardłowe dźwięki, a cały przełyk zapala się żywym ogniem. Wrzeszczę, miotam się. Mówi coś do mnie, ale w tej chwili jest dla mnie jak złudzenie.
Moje ciało smaga gruby, skórzany pas. Zasłużyłam sobie, nie powinnam brać jedzenia od sąsiadów. Jednak głód był nie do zniesienia. Słabłam, nie mogłam już funkcjonować, musiałam coś zjeść. Gdy tylko przeszła przez próg mieszkania, wiedziała, że znowu to zrobiłam. Nie wiem skąd. Próbowałam uciekać, ale była szybsza. Starałam się walczyć, ale miałam tylko dziewięć lat, moje szanse równały się zeru. Szarpnęła mną popychając na ścianę.
- Niall! Niall, ja pierdolę, przyjeżdżaj!!! Ona dostała jakiejś psychozy, nie pozwala mi się dotknąć! Ona wariuje, Niall zrób coś kurwa!!! - gdzieś z daleka dobiegły mnie zduszone okrzyki. Zignorowałam je, musiałam walczyć z matką, to teraz było najważniejsze, nie dam się zabić.
Uderzyłam głową o ceglany mur, a piekący ból rozlał się po mojej czaszce. Odruchowo chwyciłam się za bolące miejsce odsłaniając tym samym dolne części ciała. Zawyłam, gdy moja matka wymierzyła cios prosto w mój żołądek. Te kilka zjedzonych kanapek natychmiast podeszło mi do gardła. Miałam mroczki przed oczami, gdy bezsilnie upadałam na drewnianą podłogę. Za wszelką cenę starałam się powstrzymać odruch wymiotny, by nie zwrócić jedynego dzisiaj posiłku.
- Cii, to tylko ja...Tak, nie ma go. Nie bój się nic ci nie zrobi, przypilnuję tego. Tak obiecuję. Ciii - przyjemny irlandzki akcent dotarł do moich uszu. Poczułam, jak silne ręce podnoszą mnie, a ten sam głos cały czas powtarza uspakajające słowa. Powoli z powrotem odpływałam w ciemność.
Nienawidzę tego miejsca. Zamykała mnie tu praktycznie za każdym razem, zaraz po tym, gdy nie miała już siły dalej znęcać się nade mną. Czasami w przypływie dobroci rzucała mi stary ręcznik, bym mogła się wytrzeć i szklankę wody. Jednak zazwyczaj leżałam parę godzin w jej przestronnej szafie, wyjąc z bólu, gdzieś na skraju omdlenia. Zdarzało się też, że traciłam przytomność na kilka godzin budząc się, gdy drewniane drzwi były już otwarte. Wtedy wyczołgiwałam się na zewnątrz i pełznąc docierałam do starego materaca, który był wszystkim co miałam.
- Chcę do domu - jęknęłam odzyskując powoli świadomość. Leżałam na tylnym siedzeniu przykryta dwoma kurtkami. Pot spływał mi po twarzy. Próbowałam przełknąć nieprzyjemne uczucie goryczy w gardle, ale na nic się to zdało.
- Pojedziemy do mnie, zajmę się tobą dzisiaj - Niall odwrócił się na sekundę, posyłając mi zatroskane spojrzenie.
- Chcę do domu - powtórzyłam przybierając w miarę możliwości groźniejszy ton.
- Ale..- zobaczyłam jak blondyn wykrzywia się starając się przemówić mi do rozsądku.
- Zawieź mnie do domu! - przerwałam mu. Chłopak westchnął, po czym zawrócił na najbliższym skrzyżowaniu. Było mi niedobrze, głowa bolała mnie niemiłosiernie, a łzy ponownie napłynęły do oczu. Jednak nijak się to miało do bólu w klatce piersiowej. Miałam wrażenie, że zaraz dostanę zawału. Moje serce pękło w chwili, gdy zobaczyłam Zayna pochylającego się nad pobitym mężczyzną. Całym moim światem stał się morderca. Mogłam zapytać Nialla, co robię w jego samochodzie i gdzie jest Zayn, ale nie chciałam tego wiedzieć. Przez myślenie o nim miałam ochotę wypluwać swoje wnętrzności. W dniu w którym uciekłam z domu Mulata podjęłam dobrą decyzję. To wszystko trzeba jak najszybciej skończyć, nie chcę go więcej widzieć.
Na samo wspomnienie tego co się wydarzyło, ponownie poczułam żółć napływającą do gardła. Resztkami sił powstrzymałam się przed zwymiotowaniem, jęcząc przeciągle.
- W porządku - uprzedziłam pytanie Nialla na widok jego pobladłej twarzy. Chłopak bez wątpienia był zszokowany całą sytuacją.
- Już ci pomogę - powiedział, gdy chwilę później zatrzymał się na podjeździe mojego domu.
- Nie, dam radę - zrzuciłam z siebie przykrywające mnie kurtki rozpoznając płaszcz Zayna. Zakrztusiłam się powietrzem strzepując z siebie jego niewidzialny dotyk. Czułam się obrzydliwie wiedząc, że gdzieś na niej może znajdować się krew tamtego człowieka. Mamrocząc pod nosem podziękowania w stronę blondyna wyskoczyłam z samochodu i na chwiejnych nogach ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Moje pokiereszowane nogi prawie natychmiast odmówiły mi posłuszeństwa. Obdarte kolana nie były w stanie utrzymać ciężaru mojego ciała, przez co opadłam na zimną kostkę brukową rękawem wycierając nos. Niemiłosierny ból paraliżował moje kończyny uniemożliwiając mi poruszanie. Ostatnie kilka metrów próbowałam pokonać na czworaka, gdy ktoś chwycił mnie pod pachami  i jednym ruchem postawił na równe nogi.
- Ja pierdolę, to jest nienormalne - blondyn złapał mnie w pasie i pomógł dotrzeć do drzwi. Całe ciało oparłam na nim prawie zwalając go z nóg. Chłopak uspokajająco gładził mnie po plecach, gdy czekaliśmy, aż mój brat otworzy.
- Niall...on, on jest potworem - wyrwało mi się. Na widok jego udręczonego spojrzenia ponownie zaniosłam się szlochem. Aż dziwne, że w moich oczach wciąż były łzy. Złapałam się kurczowo jego bluzy opłakując swoje złamane serce.
- JEZU CHRYSTE - z transu wyrwał mnie przerażony krzyk Liama. W mgnieniu oka zabrał mnie od Horana. - Co jej zrobiłeś?! - poczułam jak jego mięśnie napinają się, a on sam szykuje się do ataku. Niall nie wiedząc co odpowiedzieć wydawał z siebie nieskładne pomruki.
- Nic, Liam, znowu...to wróciło - zaszlochałam mocząc mu koszulkę. - Daj mu spokój -
- Ym, w takim razie dziękuję. Damy już sobie radę - sapnął zmieszany, po czym zamknął drzwi za chłopakiem. Zaniósł mnie na kanapę, trzęsąc się z frustracji.
Pomógł mi się rozebrać i przykrył mnie kocem, cały czas przyglądając mi się niespokojnie.
- Spokojnie, już mi przeszło, potrzebuję tylko chwili, by się pozbierać - wyszeptałam próbując go uspokoić. Za wszelką cenę starałam się zapanować nad drżeniem ciała i zalewającymi mnie wspomnieniami. Liam nie wytrzymał i zagarnął mnie do mocnego uścisku. Sapnęłam zdezorientowana lekko odwzajemniając ten gest.
- Niki, musisz stąd wyjechać. Jak najszybciej. Oni..Proszę, wyjedź na jakiś czas. - wziął moją twarz w dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy. Był przerażony.

_________________________________________________________

Nareszcie udało mi się napisać ten rozdział. Naprawdę, miałam już chwile zwątpienia, czy on kiedykolwiek powstanie. 
Wiem, że czekałyście bardzo długo, ale nijak nie potrafiłam się do niego zabrać, a gdy już mi się udawało nie wiedziałam co napisać. 
No cóż, mam nadzieję, że mimo wszystko Wam się podoba :) 
Z góry przepraszam za wszystkie błędy i niedociągnięcia, starałam się wszystko usunąć :c
Pierwotnie miałam go podzielić na dwie części, ale postanowiłam wynagrodzić Wam oczekiwanie i zrobić jeden dłuższy ^^

Skarby, oczywiście chcę Wam znowu podziękować za wszystkie cudowne komentarze i pytania, kiedy pojawi się nowy rozdział, jesteście wspaniałe <3
Gdyby nie Wy, po prostu bym to olała, więc dziękuję!

Co do 17, nie wiem kiedy się pojawi. W tym tygodniu wyjeżdżam na wakacje, a nie wiem, jak będzie z internetem. 
Ale jeżeli będzie duuuużoooo komentarzy obiecuję, że siądę jeszcze przed wyjazdem, poświęcając jedną noc i dodam go do piątku. Odeśpię w samochodzie xD
Od razu mówię, że 17 będzie niespodzianką i chyba jedynym takim rozdziałem :)

Kocham Was bardzo xx

PS. Uwielbiam tą piosenkę, a za samo U2 dałabym się pokroić, ciekawe czy Wam też się spodoba :P